wtorek, 27 października 2015

DOŚĆ TEGO!

Za oknem piękna jesień. To dla mnie zawsze była najtrudniejsza pora roku. Wiele zależy od pogody, im więcej słonecznych dni, tym mniejszy "ból istnienia". Najlżejsza była chyba jesień 2012, wtedy zaczęłam biegać.

Uświadomiłam sobie ostatnio, że w dużej mierze sama jestem sobie winna, że ta jesień mnie tak przytłacza. Siedzę i rozkminiam, analizuję i się dołuję. A czy inni mają jakoś bardzo mocno lepiej? Z pewnością nie! Czy inni są jakoś lepiej zaprogramowani do wychodzenia z kryzysów? Nie wiem, ale nie wydaje mi się. Jak będę tak siedzieć na dupsku i myśleć na zasadzie "a bo ja to mam ciężej, bo ***", albo "u mnie to nie jest takie proste, bo ***". Zaczęłam już nawet kreślić scenariusze, jak naprawić te moje "***" i "***". Tylko.. po co? Można zmarnować pół życia goniąc za czymś, co tak naprawdę wcale nie jest do szczęścia potrzebne. Znaczy - za czymś, co nie jest niezbędne do bycia szczęśliwym. Ja sama sobie wmówiłam, że dopiero, jak wszystko poukładam, to będę szczęśliwa.

Prawda jest taka, że nie mam żadnej pewności, czy uda się te moje wszystkie "sprawy" poukładać. Gdyby to była kwestia organizacji półek w garderobie, albo szuflady z butami.. albo czegokolwiek, co zależy w całości ode mnie, to byłabym spokojna. Lubię sobie od czasu do czasu tak gruntownie wszystko uporządkować. Tutaj jednak nie jest tak prosto.

Ale! Czy to oznacza, że mam się zaciąć i nie iść dalej? E-e, nie! Dość.

Dlatego postanowiłam sobie, już ładnych kilka dni temu ;) że muszę, bo inaczej się uduszę, robić to, co DLA MNIE dobre. To, co mnie cieszy i w czym czuję się spełniona. Taka zdrowa porcja egoizmu ;)

Na moje "sportowe życie" przekładać się to będzie następująco - 11 listopada Bieg Niepodległości 10 km (jeszcze nie wiem, czy w Słupsku czy w Darłowie), a potem Półmaraton Św. Mikołajów w Toruniu. Bo tak! Trzeci rok się tam wybieram, więc nie ma zmiłuj. W 2013 pół listopada przeleżałam chora i speniałam, że nie dam rady i że pewnie wrócę znów chora (że będzie śnieg i w ogóle). W 2014 nie pojechałam ze względu na "okoliczności towarzyskie". W tym roku mam i jedno i drugie głęboko gdzieś. Od kiedy usłyszałam o tym biegu, chciałam w nim wystartować. W tym roku stanie się to faktem ;) Start opłacony, nocleg zaklepany, zapowiada się świąteczny weekend w Toruniu :) Miło będzie tam wrócić po.. omatkobosko.. 11. latach :D

A w czerwcu Triathlon Charzykowy! A w maju jeszcze coś innego ;)

No i tak o.
A! Zmieniłam też nieco wygląd bloga, bo jakoś tak mi się zachciało zmiany :) I włosy skróciłam. I jeszcze, a nie... nadal nie schudłam :P No ale nie każdy musi być szczupły, ktoś musi być piękny, nie? :D

Ciao!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz