piątek, 29 maja 2015

Oh, gdyby tylko...

... chciało mi się tak mocno, jak mi się nie chce.. ;)

No dobra, może to nie do końca tak, że mi się dosłownie "nie chce". Chęci są, ale na razie przegrywają z wymówkami i innymi takimi.

Głupio mi już nawet liczyć, od jak dawna obiecuję sobie, że to właśnie jutro będzie ten dzień, kiedy zwlokę się z łóżka godzinę wcześniej, odpyknę sobie te 5-6 km z rańca i będę miała 2w1 - zaliczone bieganie i energię na cały dzień.. W sumie to jeszcze jest 3 - wolne popołudnie.

Moje "niewiele robienie" wynika głównie z tego, że czasu po pracy mam jakby mniej niż w zeszłym roku. Dziecię rośnie i nie mam serca, ale przede wszystkim ochoty, żeby wybywać na tę godzinę (albo więcej) w czasie, kiedy jeszcze możemy coś porobić razem. Wieczorem jest z tym łatwiej, bo nie będę przecież siedzieć przy łóżku i oglądać, jak śpi ;) to już było :D No ale wtedy to już z tymi chęciami różnie bywa ;)

Teraz, zamiast spać i ułatwiać sobie poderwanie się z wyra wcześniej, siedzę przed monitorem i lepię zdania. Chyba tylko po to, żeby się sama przed sobą usprawiedliwić.. Chociaż co ja się będę tłumaczyć. Cieszę się z tego, co jest i co mam. Wiem, że gdybym więcej się przykładała do aktywności, byłoby mi lżej z samą sobą, ale to wymaga widocznie odrobinę więcej czasu.

W tym momencie chyba powinnam zacząć rozglądać się za jakimiś zawodami późnym latem/na jesieni i układać strategię, jak się do tego celu w zadowalającym stanie doturlać. No bo przecież teraz to moja forma i motywacja są gdzieś na dalekich wakacjach.

Tak się jednak składa, że oczadziałam do reszty i wcale nie tak dawno zapisałam się na triatlon, który już za 2 tygodnie, a nie dalej jak wczoraj zgłosiłam się do sztafety w biegu ultra na 100 km (spokojnie - "tylko" 25 km mam w planach). Taaaaakże ten. Normalna to ja nie jestem :D

Racjonalnie to się tego wyjaśnić nie da. Nie zamierzam nawet próbować tego robić :) Ale w głowie mi coś tam zaświeciło, więc kto wie, kto wie.. Może właśnie wygrzebuję się z niebytu biegowego? :D

Nie ma zmiłuj - w najbliższym czasie trzeba by też przeprowadzić "próbę generalną" pianki. Rower mam przetestowany, chociaż w razie jakiejś awarii, moja wiedza jest na poziomie -100 i plan działania w takiej sytuacji obejmuje:
a) jak będzie daleko do strefy zmian - płaczę nad swoim nędznym losem;
b) jak będzie blisko do strefy zmian - płaczę nad swoim nędznym losem i targam rower na plecach ;)

Tak sobie myślę, że to nawet zabawne, że rozważam jakiekolwiek historie związane z rowerem, bo jeszcze niedawno uważałam ten rodzaj aktywności za coś kompletnie "nie dla mnie". A teraz.. HOHO. Rozpędzam się już do 36 km/h z górki! I nie mam stanu przedzawałowego. Chociaż może to akurat niedobrze... :P

Jestem bardzo ciekawa, jak się pływa w piance. Odczuwam lekki ścisk w żołądku na myśl o pływaniu w otwartym zbiorniku.. mam nadzieję, że nie będzie żadnego zielska (jak w naszym zalewie pod koniec czerwca zeszłego roku, kiedy szykowałam się do aquatlonu.. ostatecznie angina ropna uratowała mnie przed tym zielskiem, bo było absolutnie ohydne). Pływanie na basenie to jednak kompletnie inna bajka - woda nawet jak nie pierwszej świeżości, to jednak przejrzysta, zbiornik jasny i przede wszystkim - na środku toru jest linia, wzdłuż której się płynie. W jeziorze tego nie ma. No ale nic to, zawsze mogę przejść z mojego turbo-kraula do żabki dyrektorskiej i ogarniać co się dzieje przede mną.

Bo sobie wymyśliłam sprint. Stopień intensywności wysiłku pewnie gdzieś tam porównywalny z biegiem na 15 km - półmaratonem. Czasowo mniej więcej w tym przedziale to będzie.

Limit 2h. Powinnam się zmieścić - płynę na poziomie ok. 20 minut. Myślę, że bez przerw i zwalniania przed skrzyżowaniami, powinnam dać radę utrzymać średnią prędkość na poziomie > 20 km/h przez 20 km.. No i bieg.. 5 km "tylko".. Ile czasu będę potrzebowała, żeby się wybrać z pływania na rower? To dla mnie największa zagadka, bo drugą zmianę umiem sobie wyobrazić w najdrobniejszych szczegółach - odstawiam rower, ściągam kask i lecim. A jak będzie ze ściąganiem mokrej pianki (mam taką krótką)? Jak mi się będzie jechało na rowerze w mokrych ciuchach? Czy w wodzie nie rozmaże mi się tusz???? :D

Tyle pytań.. a na zegarze nieubłaganie wskoczyła godzina 1:00.. Co ja tu jeszcze robię? :D SPAĆ!
Ahoj!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz